wtorek, 23 września 2014

MATKA MATCE NIERÓWNA?!



"Młoda matka"  -Kiedyś tym terminem określano 15-16 latki,dzisiaj tę granicę próbuje się podnieść do 20 lat...Ową „granicę” zaczęto (skutecznie jak widać) przesuwać, a za argument podaje się najczęściej nieodpowiedzialność i niedoświadczenie młodych osób,by mogli zostać rodzicami...

Ilu zainteresowanych, tyle opinii w związku z tym niełatwym i jak widać dosyć kontrowersyjnym tematem . Jak dla mnie nieco sztucznie napędzanym poprzez media wszelkiego rodzaju. Od TV śniadaniowej, różnych parentingowych magazynów,pism i pisemek po poradniki mówiące nam,o tym kiedy jest najlepszy czas na dzieci i rodzicielstwo,wręcz narzucając nam odnośnie tematu jakieś normy,ideały i etc...

Na przestrzeni wieków, w zakresie ciąży i połogu zmieniały się nie tylko postępy medycyny, ale i podejście społeczeństwa do tych ważnych kwestii. To, co dziś nam się wydaje nienormalne i absurdalne, kiedyś było faktem!

Więc kiedy jest ten najlepszy okres na planowanie dzieci, rodziny?
Dla każdej pary która stara się o potomka odpowiedź jest zawsze inna!

Jedni nie chcą zwlekać. Inni natomiast muszą wszystko dokładnie przemyśleć, zastanowić się czy to odpowiedni moment, czy w tej akurat chwili będą mogli stworzyć dziecku odpowiednie warunki rozwoju i bardzo często odkładają decyzję o dziecku na dalszy plan. Po prostu kierują się własnymi priorytetami i postępują tak, jak uważają za słuszne.

Skąd więc tyle kontrowersji wokół tego tematu?? Dlaczego tyle kobiet bulwersuje się gdy słyszy, lub spotyka na co dzień, czy też słyszało o młodych matkach?? (chodzi tu o przedział wiekowy 17,18,20...lat i tak do 25).

Codziennie czytam wiele różnych blogów, czytam to co uważam za konkretne, przydatne, interesujące, ważne, mądre-czyli takie art.które mają jakiś głębszy sens lub „coś sobą wnoszą”. Czytam też opisy jak różne, blogujące mamy postępują i radzą sobie w jakichś „rodzicielskich”konkretnie opisywanych przez nie sytuacjach,czasem poczytuję ich zwierzenia na temat bycia mamą i wychowywaniu dzieci. Lubię podzielić się swoją opinią, często komentuję...Jednak do głowy mi nie przyszło aby klasyfikować,oceniać, krytykować,czy też wychwalać, oraz osądzać w jakikolwiek sposób matki, oraz treści zamieszczane przez nie na podstawie ich WIEKU!!!

Mogę i wyrażam swoją opinię, negatywną lub pozytywną kierując się jedynie własnymi wartościami i spostrzeżeniami odnośnie art. i tego co w nim uważam za słuszne,mądre, ciekawe,lub mało wartościowe, czy niezbyt ciekawe itd...

Więc wybaczcie,że nie akceptuję jeżeli, ktokolwiek czytający blogi „młodych mam”zaczyna swoje komentarze od słów.....cyt:
-co ty wiesz o życiu
-jesteś niedoświadczona więc twoje rady są zbędne lub głupie
-nie jesteś w pełni dojrzała aby być matką
-współczuję dziecku, bo ma gorszy start w życiu przez to że sama jesteś dzieckiem i nie wiesz co to znaczy świadome macierzyństwo...

Czytam to z dużą dozą dystansu, inaczej nie dałabym rady nie odpisać takim osobom w niekulturalny sposób(co nie oznacza niecenzuralny!)
Zazwyczaj wyciszam emocje, starając się dociec na jakiej podstawie rzucane są takie tezy? Jakie na to mają dowody, wyrażając(albo wręcz „wyrzygując”!)takie negatywne,niekiedy obraźliwe opinie i pod jakim względem czują,że są lepszymi matkami, bo są starsze?Marne tłumaczenie. Starszy nie zawsze oznacza dojrzalszy i mądrzejszy. Większość nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że najlepszy wiek na poczęcie dziecka już dawno został określony-przez samą BIOLOGIĘ, jak i medycynę.

O ile 17,18,19 latki nie są w pełi gotowe na bycie mamą,to w sytuacji gdy nimi zostają(w większości) muszą i dojrzewają szybciej pod wieloma względami i to również potwierdza biologia!

Faktem jest,że w biologii i medycynie jest ściśle określony czas, najlepszy czas, na planowanie dziecka. Jest to okres pomiędzy 20 a 25 rokiem życia kobiety. Z czego to wynika? Związane jest to z tym, że w takim okresie organizm kobiety jest idealnie przygotowany, aby rozwijało się w nim nowe życie.  Hormony płciowe,  potrzebne do prawidłowego rozwoju przyszłego potomka, są na znakomitym poziomie. Dzięki temu narządy rodne, przede wszystkim macica, są gotowe do właściwego funkcjonowania podczas ciąży.

Dziś zapanował według mnie taki „trend”, że w ciążę zachodzi się dopiero po osiągnięciu odpowiedniej pozycji zawodowej i „ustatkowaniu” swoich dochodów. Stąd średni wiek kobiet uznany za najodpowiedniejszy to w tej chwili 30-35 lat.  Nie jest to jednak korzystna „moda”. Im później ludzie zaczynają starać się o dziecko, tym częściej mają większe problemy z jego poczęciem. Związane jest to z biologią,tak niby to takie oczywiste dla wszystkich a jednak.. Organizmy partnerów, zwłaszcza nasze ,kobiet, zaczynają mieć problemy z utrzymaniem najbardziej korzystnego stosunku i poziomu hormonów płciowych, które są niezbędne do  rozwoju ciąży.  Ponadto, im starsi rodzice, tym większe obawy, że dziecko będzie obciążone jakąś chorobą lub wadą genetyczną. Z wiekiem rodziców(bardziej kobiet) rośnie bowiem ryzyko rozwoju u dziecka wielu chorób. Przede wszystkim to zaburzenia genetyczne, zwłaszcza zespół Downa,  który występuje znacznie częściej u dzieci kobiet po 35 roku życia i to też jest fakt! (Jednak nie jest to regułą).
Mogę zatem powiedzieć, że nasz wiek, odgrywa znaczącą rolę w planowaniu ciąży i nie mniej nie jest to wiek dotyczący młodych mam. Każda z nas powinna mieć świadomość, że im później zdecyduje się na dziecko, tym większe może mieć problemy z donoszeniem ciąży,jak również znacznie wzrasta ryzyko choroby u dziecka,(aczkolwiek nie musi!)

Za to sprawa DOJRZAŁOŚCI intelektualnej,emocjonalnej,psychicznej-jest sprawą tak indywidualną dla każdego człowieka jak i jego „wygląd”.Wszyscy jesteśmy ludźmi i posiadamy podobne cechy,które określają bycie nim,co nie oznacza,że każdy z racji bycia człekiem,ma myśleć i zachowywać się tak samo jak reszta ,każdy pomimo wspólnych cech jako ludzie,społeczeństwo,różni się i rozwija pod wieloma względami inaczej,szybciej lub wolniej niżeli pozostali !
Więc nie bądźmy płytcy! Nie osądzajmy książki po okładce,człowieka po wyglądzie a tym bardziej DOBREJ MATKI po wieku w jakim nią została.

Kończąc mam pytanie/a do kobiet,matek, które tak zaciekle obrażają,lub umniejszają,czy krytykują i są przeciwne NAM, młodym matkom ( smamnią jestem), czy wydaje się Wam panie,że z racji naszego młodego wieku,który tak znamienicie Was frapuje, jesteśmy pod jakimiś względami gorsze od Was,tylko dlatego,że wydaje się Wam,iż osoby w takim wieku nie mogą być w pełni dojrzałe? Uważacie,że wszystko co widzimy jest na pewno „skrzywione”(to ten rzekomy brak świadomości) i nie potrafimy w pełni świadomie odbierać rzeczy oczywistych i naturalnych takich jak :
-miłość do własnego dziecka
-zapewnienie mu opieki i troski
-podjęcie odpowiedzialności za jego życie i wychowanie???

SERIO?

Nie pojmuję takiego toku myślenia, Wasze wyobrażenie o wczesnym macierzyństwie szeroko mija się z prawdą. Boli mnie fakt,że ktokolwiek może mieć tak mylne pojęcie o „NAS”. Dodam,że każda z nas tak samo -świadomie jak Wy- mówi swojemu dziecku/dzieciom KOCHAM CIĘ, tak samo świadomie CAŁUJE SWOJE DZIECKO PRZED SNEM, tak samo świadomie MARTWI SIĘ O SWOJE DZIECI, O ICH PRZYSZŁOŚĆ, LUB GDY CHORUJĄ. I tak samo CIESZY SIĘ GDY WIDZI JAK ROSNĄ,JAK SIĘ ZMIENIAJĄ. Tak samo CHCEMY DLA NASZYCH DZIECI JAK NAJLEPIEJ I PODWÓJNIE DAJEMY Z SIEBIE WSZYSTKO ABY NICZEGO IM W ŻYCIU NIE BRAKOWAŁO. Więc pozwólcie aby to NASZE DZIECI w przyszłości oceniły jakimi dla nich matkami jesteśmy, a nie Wy. Nie przytaczajcie skrajnych przypadków za przykład bo i wśród matek takich jak Wy, „świadomych i dojrzałych” zdarzają się wykolejenia...

Pomyślcie czasem, jak muszą się czuć starsze dzieci -w domach gdzie ich matki również poczęły ich młodo...Nie sądzę,że sprawia im przyjemność, gdy słyszą,że mama,którą znają i uważają za normalną i kochającą, nagle,wg. pewnej grupy ludzi o takich poglądach jak Wasze, jest pod każdym względem zła, nieodpowiedzialna,niedojrzała...bo za młoda....itd...
Nie budzi to niczego dobrego,mimo,że dziecko nie przestanie kochać i być za swoją matką, to na pewno będzie czuło się zdezorientowane i zagubione,bo ciężko takiej osobie pojąć,czego ktoś kogo kocham i który jest dla mnie dobry,czuły i zawsze jest przy mnie, nagle oceniany jest jako ktoś „zły”,nieodpowiedni, „gorszy”,zupełnie przeciwnie niż jest w rzeczywistości...
Czasem warto się zastanowić, za nim zacznie się oceniać i krytykować. Tak łatwo przychodzi nam niszczyć, a tak ciężko aby coś zbudować...Chociażby cienką nić porozumienia, a może trafniej było by napisać ZROZUMIENIA??


A więc z wyrazami szacunku i uznania kłaniam się dla wszystkich MAM, bez względu na wiek, wykształcenie,status- kury domowej czy też „busines-mamy”, lub tej pomiędzy.
Bo bycie MATKĄ to prawdziwe wyzwanie dla każdej z nas, a jak sobie z nim poradzimy pokaże czas, a ocenią dzieci :)
  

środa, 20 sierpnia 2014

Nocnikowe hurra!

Nocnikowe hurra! 

Czyli radość gdy dziecko po raz pierwszy siądzie na nocnik i jeszcze cokolwiek doń zrobi :D



Mój pierwszy syn na nocnik usiadł tylko raz( obecnie lat ma 8), tak tylko raz po czym wstał i nasiusiał obok i tak właśnie robił za każdym razem, gdy przez bite 1.5 miesiąca próbowałam nauczyć go załatwiania się do nocniczka.

Z uwagi,że Kuba był większy niż rówieśnicy, a w dodatku jest alergikiem i ma bardzo wrażliwą skórę, chciałam jak najszybciej pozbyć się koszmarnych pampersów! Dodam że jedynie pieluchy firmy Pampers mógł mieć na swojej pupie, ponieważ na każde inne typu Huggies, Dada, Happy, Toujours, oraz Fitti dostawał natychmiastowo czerwonego piekącego rumienia (czyt. odparzenie) i koszmarnych maleńkich krostek. Tak więc za każdym razem gdy próbowałam zmian od razu byłam zaopatrzona w Zyrtec i Sudocrem , żeby Busiek nie cierpiał.
Bądź co bądź zostaliśmy przy pieluszkach Pampers. Jak wiemy pieluchy te do tanich nie należą, a zwłaszcza dla mnie ówcześnie, ponieważ musiałam zmieniać dziecku pieluchy częściej niż „standardowo” ze względu na jego wrażliwe alergiczne ciałko...

Tak więc,gdy Kubuś zbliżał się nieubłaganie do 2 roku życia, postanowiłam przedsięwziąć akcję NOCNIK!
I tak jak pisałam wyżej trwała ona 1.5 miesiąca i okupiona była nie jednym prankiem dywanu i ścieraniem podłóg. Bogu dziękować,że syn był na tyle wyrozumiały żeby nie sikać na fotel tudzież na sofę :D

Po tym okresie nauki „asymilacji” dziecka z nocnikiem- gdzie w domu były trzy różne nocniki, z czego jeden grający( chyba „najlepsza z zabawek”, Kuba wlewał tam często picie...), po wielu błazenadach jakich byłam się w stanie dopuścić,aby pokazać jak to powinno wyglądać(pokazywałam nawet filmiki na YouTube z posiedzeń nocnikowych innych maluszków, ech...) po namowach i tłumaczeniach (adekwatnych do wieku dziecka ;D)
Poddałam się!
Zupełnie się poddałam i „podłamałam”, zachodząc w głowę jak to możliwe,że na swoje 1 urodziny, moje dziecko potrafiło sklecać zdania i to całkiem wyraźnie( do dziś mam filmiki z tego okresu...ale to w innym poście już niebawem obiecuję).
Potrafił sam jeść zupkę i drugie danie, naprawdę umiał na swój sposób posługiwać się w miarę sprawnie sztućcami!
Umiał mając nie całe 2 latka ułożyć 6-cio i 12-sto elementowe puzzle!

Ale nie umiał wypróżnić się do nocnika!

Już od dawna słyszałam przeróżne rady, sposoby,triki itd...na temat nauki „sadzania” dzieci na nocnik. Próbowałam naprawdę wielu, które wydawały się ciekawe, a później chwytałam się nawet tych które wydawały się nieco cudaczne...i mało prawdopodobne aby były skuteczne w jakimkolwiek celu.

I wierzcie mi, lub nie :) Ale nauczył się tydzień przed swoimi 2 urodzinami! I to jak! Syn przerósł moje oczekiwania, chyba stwierdził,że jeśli już ma się czegoś nauczyć to raz i porządnie.
A wyglądało to tak.....

Mój mąż wrócił z pracy jak co dzień po szesnastej. Przywitał się z nami i bla bla bla do rzeczy:
Poszedł do ubikacji żeby się wysikać, ja zmywałam naczynia, kiedy Kuba zorientował się,że na chwilę, ale jednak- został sam, zaczął szukać taty...
Tata drzwi od łazienki nie domknął i.... „co tata lobi”?
Tata zawstydzony ale odpowiedział siusiu syniu, po czym Kuba wybiegł i wrócił pędem z nocnikiem mówiąc „tutaj siusiu tata lobij”. SZOK NO NIE!(czyli jednak rozumiał co do niego matka gada,ha!)

Mąż wyszedł z małym z łazienki i powiedział że tata za duży jest żeby do nocniczka sikać...
Tak więc Kuba mu odpowiedział: „Kuba tes duzy, tata oć siku tam.”

Oczywiście- tata od razu zabrał go do łazienki ,ostrożnie posadził i asekurował co by nam dziecko nie „spłynęło” :P I tak pan JAKUB po raz pierwszy zrobił siku! nie w pampersa tylko na kibelek :D

Moja radość NIE DO OPISANA- ale i tak mieszała się z urażoną dumą jak w sokowirówce. Cieszyłam się z takiego ogromnego postępu ale byłam również zła, że to nie mi udało się nauczyć syna tejże umiejętności.

Kiedy urodziło się moje drugie dziecię Raduś (obecnie lat a 6) było bardzo łatwo, ponieważ on niczym wielka gąbka chłonął i małpował wszystko po swoim starszym bracie. Tak więc nawet nie miałam w głowie żeby pomyśleć o nocniku czy przeciąganiu koszmaru pieluchowego, tylko od razu pokazałam mu mistrza :P

Przypomnę skromnie,że obecnie mam dzieci troję :D najmłodsze to Adriana( 2 latka skończyła), która o ubikacji słyszeć do niedawna nie chciała, a nocnik odwracając do góry dnem traktowała niczym siedzonko dla vipa :P

Dziś, właśnie dziś już od tygodnia regularnie siusia i robi kopkę w „oba sprzęty”, do nocnika i na kibelku. Kwestia jedynie kaprysu i tego że takowy dostała wybór, chodź coraz częściej wybiera sedesik, bo tam można fajnie porzucać papier i jak naciska spłuczkę to istna magia! Znika i papier i kupa! :D

Jaka rada? Żadna! Próbować zawsze można i TRZEBA ale i tak na każde dziecko musi przyjść odpowiedni czas! Na jednych szybciej na innych później, to bez znaczenia, radość rodzica jest zawsze tak samo wielka. Za to kieszeń wolna od „pampersianych” wydatków.


Wszystkim, którzy czekają na ten przełomowy nocnikowo -sedesowy etap,życzę ażeby jak najszybciej doświadczyli tej radochy, tego nocnikowego hurra!

niedziela, 22 czerwca 2014

Kochaj mnie mamo, kochaj mnie tato....



Kochaj mnie mamo, kochaj mnie tato...to tak nie wiele dla Was a dla mnie całe moje przyszłe życie, mój świat. Jestem małe, nie radzę sobię bez Was z niczym, kocham Was chodź nie umiemie jeszcze tego powiedzieć, ale jak dorosnę...tylko dajcie mi tę szansę...

Twoje ramiona mamo są dla mnie najbezpieczniejszą oazą, nawet ziemia może się trząść a ja czuję się w nich bezpiecznie....


  • Ale przeraża mnie gdy to Ty mamusiu potrząsasz mną tak mocno swimi rękami...


Czasem zakopię się pod pieluszkę, boję się bo jest ciemno i ciężej mi się oddycha,ale gdy ją odsłaniasz Tatku już mi lepiej,jesteś...mój Tata.


  • Tato dlaczego swoją silną ręką zatykasz tak mocno moją małą twarzyczkę,nie mogę oddychać,macham rączkami i kopię bezradnie,nie widzę mamy...Tato,to Twoja dłoń,zawsze wiem gdy idziesz,poznaję Twój zapach...
Tak dobrze gdy jest ze mną moja siostrzyczka,lubię jak czasem mi śpiewa,jak tylko będę większy,to zbuduję  jej piękny zamek,ten o którym tak śpiewa...

  • Mamo,dlaczego moja siostrzyczka znów płacze,niech tata jej już nie bije,nie krzcz na nią, ona wcale nie chciała mnie obudzić...

Maltretowane noworodki, małe dzieci mają ciało z krwi i kości, mają świadomość jak każdy człowiek, mają uczucia, to ludzie jak ja i Ty... 
Jedyna różnica polega na tym,że są od nas całkowicie zależne.
Kobieto dając życie nikt nie dał Ci prawa ani przyzwolenia na to abyś je mogła zniszczyć!

TAK WIELE KOBIET CHE MIEĆ DZIECI, A TAK WIELE ICH MIEĆ NIE POWINNO!

To dzieje się z maltretowanymi dziećmi! Jak pisze Barbara Lowenthal  (psycholog badająca wpływ bicia dzieci na ich dalszy rozwój). 
  1. Strach staje się stałym elementem dziecięcych myśli, zaś rozwój i organizacja mózgu podporządkowują się jednemu celowi – przetrwania. Taki stan – nieustannie podwyższonej ostrożności i niepewności – nie sprzyja prawidłowemu rozwojowi, zaś takie stany jak poczucie komfortu czy wsparcia stają się niemal nieosiągalne, podobnie jak osiągnięcie bezpiecznych relacji z innymi ludźmi.
  2. Maltretowane noworodki, małe dzieci lub przedszkolaki często reagują wycofaniem i zachowaniami aspołecznymi.
  3. Autorka przytacza sposób radzenia sobie z przytłaczająca rzeczywistością przez dzieci, tj. ucieczką w świat fantazji, pozwalającą na oddzielenie bolesnego doświadczenia od własnej świadomości. Przenoszenie się w różne miejsca stwarza dziecku iluzję spokoju i znalezieniu się w bezpiecznej odległości od zła. W ekstremalnych przypadkach taka postawa może prowadzić do wystąpienia zaburzeń pamięci i halucynacji, a także pojawienia się amnezji. Niewykluczone są również zaburzenia samoświadomości.

BICIE,PONIŻANIE,ZASTRASZANIE,KATOWANIE,ZANIEDBYWANIE,WYKORZYSTYWANIE DZIECI TO DRAMAT,DRAMAT KTÓRY NA ZWASZE ZOSTAWIA TRWAŁE ŚLADY,NIE DO KOŃCA TYLKO FIZYCZNE,BO NA STAŁE WYRYTE W PSYCHICE MAŁEGO CZŁOWIEKA,KTÓRE RZUTUJĄ NA NIEGO W JEGO DOROSŁYM ŻYCIU!  

Nie bądźmy obojętni na krzywdę najmłodszych,reagujmy gdy widzimy,że w okół nas dzieje się krzywda jakiemuś dziecku. Nie wmawiajmy sobie,że najlepszym wyjściem jest nie wtrącać się, bo właśnie od naszej reakcji może zależeć czyjeś życie.

Tu poniżej chcę abyście zobaczyli jak bardzo nieporadne i PATOLOGICZNE jest nasze państwo, nie reaguje nawet w sprawach oczywistych! Te filmy pokazują tragedię dziecka bitego przez osoby które powinny być mu najbliższe!Matka i babcia! Oraz horror jaki przeżywa jego tata, bezradny wobec matki i babki dziecka jak i patologicznych służb które powinny się sprawą zainteresować i zająć!





Będę się modlić,żeby dzieciom już więcej nie działa się krzywda,zwłaszcza z ręki ich własnych rodziców, oraz najbliższej rodziny.
Na tak niegodziwe zachowania będę reagować, jeżeli będę widziała,że dziecku dzieje się krzywda.
Tego się nie da odwrócić,wymazać,zapomnieć...One żyją z tym do końca...Często przez bestialstwo i głupotę odchodzą przedwcześnie. Nic bardziej nie kruszy mojego serca jak krzywda i łzy dzieci. 

niedziela, 15 czerwca 2014

SŁODKO - GORZKI BUNTOWNIK

Kto z nas nie lubi spacerów w słoneczne dni? Kto nie lubi spędzić więcej czasu w sklepie zwłaszcza mając przypływ gotówki ;) ? Która z nas nie uwielbia tych że momentów w których dziecko(pod naszym czujnym okiem) zajmuje się samo sobą i swoimi zabawkami, a my właśnie mamy chwilę dla siebie na cudownie pachnącą herbatkę albo aromatyczną kawkę... Chyba zdecydowana większość...

A teraz, ile z nas już od chwili wyjścia z domu na spacer czy zakupy ma ochotę natychmiast wracać do domu i to czym prędzej? Która z nas nie zdążyła nawet powąchać herbatki albo zdjąć łyczka z ukochanej „pobudzaczki” kawy? Oj...chyba też zdecydowana większość.

Nie dziwi fakt,że może w takich momentach coś się wydarzyć,już chcemy upić łyk a tu: np. telefon, ważny telefon dzwoni i cóż, jak mus to mus, odbieramy. Mogło się zdarzyć , że nie pochodziłyśmy za długo po dworze bo ni stąd ni zowąd -deszcz, było słońce i już nie ma, no zwyczajny niefart. A z zakupami,może właśnie spóźniłyśmy się i sklep za niedługo zamykają...
To nazywa się zwykły pech.

Jednak jest jeszcze coś i o ile na pogodę czy dzwoniący telefon, albo godziny otwarcia sklepu nie mamy żadnego wpływu, o tyle tu mamy, możemy zareagować a nawet powinnyśmy.
Otóż nasz „powód” to nikt inny jak nasza pocieszka :D

Nie wiem co w takich momentach kieruje naszymi dziećmi, czy to czysty nieświadomy egoizm malucha, czy zamierzone z premedytacją działanie mające na celu sprawdzić naszą wytrzymałość, na ile mogą sobie pozwolić, czy jakiegoś rodzaju „matczyno-dzieciana” telepatia,że w chwili gdy potrzebujemy spokoju, ciszy, albo zwyczajnie czasu na coś, co sobie zamierzyłyśmy, One, właśnie wtedy dają się we znaki ze zdwojoną aktywnością, domagając się tu i teraz uwagi,demonstrując nam to w dość obsceniczny sposób....

Zwłaszcza w sklepach! Ile razy widziałam biedne zakłopotane mamy, szarpiące się z dziećmi które rzucają się na podłogę, tupią, krzyczą, wymachują rękoma, kopią, gryzą, sceny dosłownie jak z egzorcyzmów! Mówię, ekhem...piszę to całkiem serio! Dotychczas byłam tylko biernym obserwatorem, który zawsze ze współczuciem oglądał takie dantejskie scenki z udziałem tych najmniejszych milusińskich, ze współczuciem dla mam rzecz jasna. Biedne, czerwone jak pochodnie, zmieszane, zakłopotane i obrzucane mnóstwem grubiańskich spojrzeń ze stron innych, a czasem nawet znoszące nie miłe i uszczypliwe komentarze rzucane pod ich adresem...

Tak kochani, tak właśnie tak, karcone przez przewijającą się wokół nich tłuszczę za to, że nie chcą ulegnąć swojej -najpierw jakże słodko robiącej maślane oczęta pocieszce-nie dają się zmanipulować i zasłodzić przez swoje dziecko,tylko i wyłącznie „cukrzącemu” mamie w celu zdobycia kolejnej zabawki. Bo Ono właśnie ma taki kaprys i to chce.
Jednak tłuszcza wokół zapamiętuje i dostrzega tylko tą słodko zrobioną minę, wielkie pełne nadziei oczka i cudowny lekki półuśmiech, który wyczekuje na pozytywne rozpatrzenie swojej prośby.
Gdy ta taktyka nie skutkuje, a rodzicielka zdaje się uodparniać na mistrzowsko wyuczone słodkie minki malucha, zaczyna być gorzko....
O i to jak....
Atak na matkę przypada z dwóch frontów, z jednej jest Ono, wierzgające w sklepowym koszu niczym poparzone, lub rzucające się na podłogę, miotane skrajnymi emocjami czy też bezpośrednio atakujące „zimną rodzicielkę”w odwecie za odmowę...
Z drugiej strony są ONI! Cała rzesza gapiów wlepionych w matkę jak łowca skupiony na swojej zwierzynie....
Nie ma chyba większego horroru i uczucia porażki, zgnębienia dumy matczynej, rodzicielskiej i osobistej jak takie słodko-gorzkie zagrywki naszych dzieci. Zwyczajnie nam wstyd!
Do niedawna sądziłam, ba- byłam o tym święcie przekonana,że mnie nic takiego nie może spotkać, przecież moi synkowie mają już 6 i 8 lat i nigdy tak nie robili to ich siostra pewnikiem będzie identyko, no bo przecież do tej pory żyłam przekonana,że to moja zasługa,że moje dzieci tak nigdy nie postępowały,jednak córka szybko sprowadziła mnie na ziemię i wyprowadziła z błędu, udowadniając jak bardzo się myliłam.

Teraz trwa „walka”, o to kto ma ostatnie słowo, ile można przeciw mamie używać takich sztuczek, „walka” o autorytet wśród starszych dzieci jak i na przyszłość u ich siostry. Oraz „walka” o to aby wytyczyć zdrowe granice w tzw. rozpieszczaniu, pozwalaniu dzieciom na odrobinę więcej, w dawaniu im większej swobody.
Jednak ma to swoje stresogenne czynniki, jest męczące, mozolne i ma się wrażenie,że co i jak byśmy nie zrobili to i tak się nie uda, dziecko postawi na swoim, no bo jak tu mówić nie, nie kupię bo nie mam za co, albo nie jest ci to do niczego potrzebne, lub masz takich już 4 w domu....No jak mówić nie gdy dookoła nas tylu znawco-wychowawców, bladego pojęcia nie mających o nas, ani o całym zajściu, którzy szybko i bez procesu osądzą cię i wydadzą na ciebie wyrok publicznego wzrokowego linczu nim zdążysz się spostrzec...

Moja mała rada? Moje dziecko, moja sprawa, osoby trzecie nie będące i nie pozostające ze mną i moją rodziną w jakimkolwiek zażyłym stosunku nie mają żadnego prawa do tego by się wtrącać, a jeśli to właśnie zrobiły, robią lub zamierzają- TO NIECH SIĘ WSTYDZĄ .

MOJA RODZINA-TO MOJA ŚWIĄTYNIA, więc nie rozumiem jakim prawem tak wiele osób jest w stanie wspinać się na tak wysoki poziom bezczelności i w jakikolwiek sposób oceniać mnie, nas jako matki, osoby... Dając przy tym do zrozumienia, za kogo nas mają. Ech...





sobota, 7 czerwca 2014

Przygoda, przygoda każdej chwili...świat jest piękny :) Fotorelacja z Silver strand.

  Moja rodzinka :)
 Ja  :)
 Moi synowie Jakub i Radosław (Busiu i Jadzik)
 Córcia Adrianka
 Jellyfish-mała meduza
 Nie groźne,nie parzące meduzy
 Nasza "nowa bajka" Silver strand
 Silver strand-Srebrna plaża
 Piękna otoczka wydm i gór.
 Radek odkrywca.
 Bracia :)
Jakub odkrywca ;)



A na koniec mam dla Was krótki filmik :)

sobota, 31 maja 2014

Meet my CRAZY FAMILY :D


ZAPRASZAM DO POZNANIA MOJEJ SZALONEJ RODZINKI :D 


Uśmiechnięci,humorzaści, pomysłowi, raczej nie lubimy się nudzić,zawsze trzymamy się razem, wszędzie nas pełno :D, lubimy się wygłupiać, głośni, ciekawi świata, możemy zaoferować Ci dobry humor i uśmiech za darmo :) Chesz nas poznać? Jest nas pięcioro, na nazwisko mamy ZŁOTEK :) a dzieci to nasz skarb.
W rodzinie odnajdujemy sens życia i siłę. Nic tak nie dodaje uroku,nie pozbawia nudy i odpoczynku jak nasze pociechy! U nas pojęcie milczenie, jest względne, słowa "płyną tomami", pytania się nie kończą, śmiech i hałas znikają dopiero po 21 a i to nie zawsze :)
Jak wspomniałam jesteśmy rodziną, tworzymy swoją historię,naszym reżyserem jest samo życie, więc witam Was w MY REAL CRAZY FAMILY LIFE :D

Poniżej są różne linki do fimów zmontowanych za pomocą świetnego programu MAGISTO (bardzo łatwy w obsłudze).
Filmiki są mojego autorstwa, jak łatwo się domyślić jesteśmy na nich MY :D Miłego oglądania.

http://www.magisto.com/video/a1hFaghRHD1gUExhCzE

http://www.magisto.com/album/video/MH54AlxPSFZ9PjgGDmEwCX14

http://www.magisto.com/album/video/OTg5Q1NPSFZ9PjgGDmEwCXh6

http://www.magisto.com/album/video/Ozd4BlxPSFZ9PjgGDmEwCXt_

http://www.magisto.com/album/video/JnZ4TVBPSFZ9PjgGDmEwCXh4













Plac zabaw :D

Uwielbiam ten moment kiedy choróbsko idzie z wolna, ale idzie w zapomnienie, a przed nami maluje się fajna pogoda :) wtedy wybieramy alternatywne wyjście, odpuszczamy piesze wycieczki, odpada niestety ukochana plaża, nie jedziemy nad jeziorko grillować, tylko idziemy NA PLAC ZABAW :D

Tam natłoczona, skulminowana energia moich dzieciaków znajduje swoje ujście. No i co najważniejsze, wracają do domu głodne jak wilki,wreszcie wsuwając bez grymasów cały obiad :D A taki widok kocham najbardziej gdy nawet wrzywa znikają a na ich buziach pojawia się oznaka "ale się najadłem/am" :P

Na deser zazwyczaj galaretka, czasem kisiel albo budyń :)
Jednk dziś była odmiana...Sezonowa odmiana :D
Porzeczki

Truskawki i czereśnie

Agrest

Porzeczki, czereśnie, truskawki i agrest. Taki witaminowy słodki mix :) Dodam,że czereśnie sama podjadałam :D
Małe uzupełnienie tego i owego po tym co wypłukała z dzieciaków choroba.

Dziś plac zabaw był dla nas wybawieniem :) A już niebawem zaczniemy dłuższe podróże jak chociażby ostatnia zatytułowana przez braci Złotków: Poszukiwacze skarbów :) Hehe do dziś z mężem zastanawiamy się gdzie chcieli tych skarbów szukać :D

 A na razie- póki co....




Pozdrawiamy wszystkich Was :D